Podobno padło mi na mózg z tym blogiem. Co wpis to tylko: Dziubelunio to, Dziubelunio tamto... A co ma być? Przecież to blog o Dziubeluniu. Jeżeli nie interesuje cię Dziubelunio, a chcesz znać moją opinię na temat aktualnego kursu hrywny, sytuacji politycznej w Azerbejdżanie, tegorocznych laureatów nagród literackich i filmowych albo po prostu chcesz wiedzieć co mam dzisiaj na obiad, raczej nie masz tu po co zaglądać.
Blog > Komentarze do wpisu

A po cesarce piersią karmić nie będziesz...

Jak to zwykle bywa przy okazji pojenia dziecka cyckiem na parkowej ławeczce, przypałętała się do mnie ostatnio jakaś babina, uśmiechnęła dwa razy, pochrząkała, całkiem zdekoncentrowała Dziubelunio i zaczęła swoje: że jej córka to piersią w ogóle nie karmiła, bo ona to (tutaj przyciszyła babina głos, jak przystoi, kiedy się mówi o sprawach wybitnie wstydliwych) cesarkę miała, a po cesarce wiadomo – piersią karmić się nie da.

- Naprawdę? A to ciekawe. Też miałam cesarkę i karmię, jak pani widzi – powiedziałam głosem wcale nie przyciszonym, ale babina mojej wypowiedzi najwyraźniej nie odnotowała, bo kontynuowała swoją opowieść o ciężkim losie cesarkowych mam, które piersią karmić nie mogą.

Takich opowieści przyszło mi wysłuchiwać już w czasie ciąży. Zgodnie z radą co poniektórych miałam „za żadne skarby nie dać sobie zrobić cesarki, bo po cesarce nie będzie szansy na karmienie piersią”. Jakoś się tymi uwagami specjalnie nie przejmowałam, bo cesarki nie przewidywałam, co więcej uważałam, że cesarki i znieczulenia są dla mięczaków.

A kiedy już przyszło co do czego, to po kilkunastu godzinach na syntetycznej oksytocynie dałam sobie zrobić cesarkę, nie bacząc na zasłyszane w ciąży przestrogi. Było mi wszystko jedno i czy by mi ktoś wtedy obiecał, że zaraz wyciągnie dzidziula, ale mleka w cyckach nie będzie, czy też zgodził się młodą ze mnie wyjąć pod warunkiem, że pozwolę sobie amputować obie nogi i prawą rękę, potraktowałabym to z równym entuzjazmem.

Kiedy już znalazłam się na sali pooperacyjnej, a Tatuś Dziubelunia doterkotał się tam do mnie ze szpitalnym wózeczko-łóżeczkiem zawierającym naszą wyczekiwaną córeczkę, byłam tak ledwo żywa, że nie potrafiłam myśleć nie tylko o karmieniu, ale nawet o przytuleniu młodej.

Na szczęście była z nami nasza położna Kasia, która zrobiła coś, za co będę jej wdzięczna chyba do końca życia. Wzięła Dziubelunio i przystawiła je do cycka półtrupowatej, nie mogącej się ruszać Mamuśce. Dopilnowała, żeby Dziubelunio dobrze się przyssała. Przychodziła jeszcze potem sprawdzić jak nam idzie.

Miałam to szczęście, że nie tylko trafiła mi się świetna położna, ale również wyjątkowy facet. Mieszkał razem ze mną i z Dziubeluniem w szpitalu, opiekował się nami z pełnym poświęceniem i między innymi właśnie dzięki temu mogłam nasze Dziubelunio od początku karmić bez najmniejszych problemów. Dopóki nie bardzo byłam się w stanie ruszać, podawał mi Dziubelunio do karmienia i pomagał się z nią ułożyć lub usadowić. Dzięki temu, że mieszkaliśmy w szpitalu we trójkę i on mógł robić przy Dziubeluniu to wszystko, z czym ja niekoniecznie bym sobie wtedy poradziła, nie musieliśmy zdawać się na pielęgniarki noworodkowe, co dawało nam pewność, że nikt naszego dzidziula nie próbuje dokarmiać mieszanką.

Mając za sobą to doświadczenie, powinnam teraz te wszystkie idiotyczne historie o pocesarkowym braku mleka w cyckach  kwitować wzruszeniem ramion i pobłażliwym uśmiechem, a potem natychmiast o nich zapominać. Tylko jakoś nie mogę. Za każdym razem, kiedy słyszę podobny debilizm, aż się gotuję z bezsilnej złości.

Dlaczego? Dlatego, że nie potrafię znieść głupoty i niedouczenia. Przypomina mi się rozmowa z dziewczyną, która myślała, że laktacja rusza jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki w momencie kiedy dziecko przeciśnie się przez drogi rodne kobiety. Ludzie, litości! Przecież za produkcję mleka odpowiedzialne są hormony, które pojawiają się jeszcze w czasie ciąży - z piersi mogą już wtedy wydostawać się niewielkie ilości siary. Po porodzie o tym czy coś z cycków poleci decyduje sam dzidziul, który masując brodawkę językiem pobudza wydzielanie prolaktyny i oksytocyny.

Ogarnia mnie złość również dlatego, że nie wiem czy to niekompetencja, czy też obłuda każe personelowi medycznemu wmawiać świeżo upieczonym mamom, że z powodu cesarki pokarmu nie mają i mieć nie będą, więc dziecko trzeba od razu karmić mieszanką.

I wreszcie wściekam się dlatego, że nie potrafię znaleźć usprawiedliwienia dla lenistwa tegoż właśnie personelu, rzekomo zaangażowanego w promocję karmienia piersią, który zamiast przynieść mamie dzidziula do karmienia, pomóc przystawić do piersi, wytłumaczyć co i jak, woli dać dzieciakom na oddziale noworodkowym butelki, a potem zatykać smoczkami – szybko i wygodnie. A że po powrocie do domu świeżo upieczona matka będzie musiała walczyć o laktację, że będzie sobie samej czynić wyrzuty, to przecież już nie pielęgniarki noworodkowej jednej z drugą sprawa...

Tydzień temu znowu słyszałam taką historię. Ona urodziła przez cesarskie cięcie i była tak słaba, że nie dała rady chodzić do dziecka, żeby je nakarmić. A gdzie były w tym czasie pielęgniarki? Gdzie był w tym czasie szczęśliwy tatuś? Nikt nie mógł jej dzidziula przynieść?

Ja nie wiem czy takie sytuacje to powszechna tendencja, czy też zaledwie wyjątki, drobne skazy na skądinąd nieskazitelnym;) obliczu polskiej służby zdrowia. Wiem za to, że sama byłam na tyle przezorna, żeby opłacić prywatną położną, która między innymi odpowiednio zadbała o pierwszy posiłek Dziubelunia. Byłam też na tyle przezorna, żeby zagwarantować sobie stałą obecność Tatusia Dziubelunia zarówno na porodówce, jak i na oddziale poporodowym.

Okazało się, że jego obecność była nie do przecenienia. Gdyby mnie ktoś teraz zapytał po co zabierać ze sobą chłopa (lub mamę, siostrę, przyjaciółkę, jak kto woli) na porodówkę, to powiedziałabym, że owszem nie bez znaczenia jest wsparcie, towarzystwo, pomoc, masaż plecków, ale przede wszystkim chodzi o to, że warto mieć przy sobie kogoś zaufanego, kto zadba o to wszystko, do czego rodząca nie ma głowy i na co sił jej brak.

Ja właśnie obecności zaufanej, ukochanej osoby zawdzięczam, pośród wielu innych rzeczy, coś bardzo ważnego, o czym bym nawet wcześniej nie pomyślała. Zawdzięczam Tatusiowi Dziubelunia udane karmienie piersią. Bezproblemowe cyckowanie było dla mnie po tej nieplanowanej cesarce jedyną w swoim rodzaju tratwą ratunkową – iskierką wiary we własną kobiecość, tym co pozwoliło mi się wygrzebać z bagna dojmującego przekonania, że jestem niepełnowartościowa jako kobieta i matka, bo nie udało mi się Dziubelunia normalnie urodzić.

Co chcę przez to powiedzieć? Chcę powiedzieć, że karmienie piersią po cesarce jest nie tylko możliwe, jest też najlepsze. I to nie tylko dla dzidziula, ale również dla jego mamy.

 

Z cyklu "Daj cycusia":

 o przestawianiu na butelkę

o wodzie w cyckach

o niewydajnych mućkach

o cyckach do pasa

wtorek, 11 sierpnia 2009, dziwobaba

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
ewerner
2009/08/12 01:50:51
A ja po cesarce karmić piersią, karmiłam - ale od początku było nam pod górkę.
Pierwsze słowa które usłyszałam, jak poprosiłam o podanie Marysi do cycula, na sali pooperacyjnej - "Ja mogę Pani ją podać, ale ona i tak nie będzie chciała jeść, bo ma żółtaczkę. (...) To ja od razu pójdę przygotować butelkę". Owszem dostałam małą, ale ... nikt mi jej nie pomógł przystawić, a potem, odłożyć jej do łóżeczka też nie bardzo było komu. :(
Mężowi nie wolno było wejść na pooperacyjną (był ukradkiem przez 20 minut), normalnie przyszedł dopiero salę poporodową, ale to było już ponad 24h po porodzie.
Potem zaś przez dwa dni nie mogłam się doprosić doradcy laktacyjnego, choć były problemy z karmieniem, bo był weekend, a potem był na urlopie.
A to był dobry warszawski szpital. :( Załamka.
-
dziwobaba
2009/08/12 09:10:27
No i właśnie o to mi chodzi, o taką właśnie "promocję karmienia piersią", o takie właśnie "wsparcie i pomoc", na które może liczyć świeżo upieczona mama.
Warta przeczytania historia Ewerner tu .
-
2009/08/12 09:19:45
Ja też miałam cesarkę..i karmiłam piersią :) Niestety we Wrocławskim szpitalu tez nie mogłam doprosić sie o przyniesienie Młodego i ogólnie pomoc. Na 2 dobę usłyszałam,że już dawno powinnam umieć dostawiać do piersi...itd.itp. Na 4 dobę byłam dumna z Synka,że jednak wybrał moje mleczko:) i z siebie,że nie zrezygnowałam(chociaż każdy wybijał mi z głowy to karmienie).
Kilka dni temu dowiedzialam się ze jestem w ciązy i mam szczerą nadzieję,że karmić piersią będę jeszcze dłużej niż Młodego:)
Pozdrawiam Was serdecznie:)
-
Gość: wild, *.neoplus.adsl.tpnet.pl
2009/08/12 10:26:33
Ja też miałam cesarkę - ale byłam szczęściarą, bo na drugi dzień, jak tylko wyodłączali mnie od znieczuleń i wyjęli przeklęty cewnik, zapierniczałam po oddziale jak mały perszing, nie czując żadnego bólu [to chyba ta adrenalina] - jedynie lekkie ciągnięcie szwów. Karmiłam od samego początku, karmię nadal, choć minęło już 7 miechów - i mam nadzieję karmić jak najdłużej:)
W Krakowie, gdzie rodziłam, zachęcali do przystawiania maluszka do piersi, a jak nie miałam pokarmu, to raz dokarmili mi sondą - w sensie cycuś do buzi i jednocześnie cienka rureczka, przez którą podano mleko, żeby nie zaburzać odruchu ssania, a piersi pobudzić do produkcji. Następnego dnia miałam już pokarmu na cały pułk:P
Pozdrowienia:)
-
tlingita
2009/08/13 10:09:20
Wild, jeśli jeszcze tu zaglądniesz napisz proszę co to był za szpital?
Dziwobabo - dobrze że to wszystko piszesz. Bardzo dobrze :)
-
2009/09/07 23:06:48
Witam!!! Swietny artykul. Jestem po cesarce 5 miesiecy moja corusie karmie od samego poczatku godzine po operacji!!! Nie prawda jest ze nie mozna karmic po cesarce zo za debilizm totalny!!!! Dziobek333
-
2009/09/07 23:12:08
Rodzilam w Irlandii i wierzcie tu opieka jest na 5+ cholera co tam w tej Polsce sie dzieje??? Jakies kpiny. A po operacji na drogi dzien juz smigalam po sali i nie bylo problemu z pielegniarkami, o co poprosilam to zawsze z usmiechem na twarzy dostalam bez zadnej laski. Pozdrawiam wszystki cesarkowe panie.
-
Gość: MONIKA, *.acn.waw.pl
2009/12/08 16:52:30
ja rodzilam naturalnie, ale bardzo podziwiam tez matki, ktore rodzinle przez cesarke, bo one maja jeszcze trudniej odemnie, szczegolnie, te, ktore jeszcze chcialy dzieci albo karmia. Nie zgadzam sie ze stereotypami, lecz uwazam, ze one sa silne, poswiecily zdrowie dla dzieci. DAM PRZYKLAD: PONIEWAZ OPERACJE DOKLADAJA TRZY GROSZE DO ZDROWIA KOBIETY, ZNAM KOBIETE PO TRZECH ALBO DWOCH CESARKACH, NO... I NIESTETY NA STARE LATA (MIALA KOMPLIKACJE PO OPERACJACH, WLASCIWIE NIGDY JUZ NIE BYLO TO SAMO) JEST PRZEWIJANA PRZEZ OPIEKUNKE, NA SZCZESCIE DZIECI JA ODWIEDZAJA, JAKBY ONE WIEDZIALY, ILE ONA SIE POSWIECILA DLA NICH: SPEDZIC STARE LATA W PAMPERSIE, NO TO LEPIEJ SMIERC, ZDECYDOWANIE. JA ... CHCE UMRZEC DO 60 PO NIE CHCE TAK ZYC NIGDY
-
Gość: Mama3+, *.n4u.abpl.pl
2010/09/16 20:51:54
Po cesarce karmic piersia nawet trzeba!
Mialam kilka cesarek i po kazdej karmilam piersia dlugo!
Jesli kobieta nastawila sie na porod naturlany, a wyszlo inaczej, to karmienie piersia jest najlepszym kolem ratunkowym ! Budowaniem wiezi !!!
bez poczucia ze jest sie gorsza, bo nie dalam rady...

Po cesarce mozna karmic piersia ! Naprawde
-
Gość: , *.dynamic.chello.pl
2011/01/27 21:02:20
Ja też miałam cesarkę. W Krakowie. Jak leżałam na sali pooperacyjnej to przynieśli mi Dzieciątko, Mama przystawiała mi do piersi, a Mąż pchał moje niezdolne do ruchu ciało w kierunku Dziecka i udało się, choć śmiesznie było :). Natomiast następne kilka dni byłam juz na sali poporodowej, a Dziecko na parterze w salce z innymi noworodkami. Pielęgniarki miały mnie wołać jak tylko Dziecko się obudzi, ale pielęgniarki zmieniały się i nie przekazywały sobie tej informacji. Pierwszy raz czy dwa razy udawałam się na dół na wózku inwalidzkim, bo byłam słabawa. Ale potem jakoś się już taszczyłm. Ogólnie jak pojawia się Dzieciątko na świecie dostaje się w pakiecie mnóstwo energii. Ale co chciałam powiedzieć: Dziewczynka była malutka, ssać nie chciała, zasypiała , nie chciała się budzić we "właściwych porach", mi pokarm sikał, Jej się ustka ślizgały, nie dawała rady. Pomogły mi KAPTURKI. Nie bujcie się ich!!!! po powrocie do domu, powolutku oduczyłam Ją ssać przez kapturki i karmię szczęsliwie do dziś (13 miesięcy).
A pokarmu po cesarce miałam całę mnóstwo!!! Ażmi piersi pękały :)
pozdrawiam!
Internetowe liczniki stat4u