Podobno padło mi na mózg z tym blogiem. Co wpis to tylko: Dziubelunio to, Dziubelunio tamto... A co ma być? Przecież to blog o Dziubeluniu. Jeżeli nie interesuje cię Dziubelunio, a chcesz znać moją opinię na temat aktualnego kursu hrywny, sytuacji politycznej w Azerbejdżanie, tegorocznych laureatów nagród literackich i filmowych albo po prostu chcesz wiedzieć co mam dzisiaj na obiad, raczej nie masz tu po co zaglądać.
Blog > Komentarze do wpisu

Etap Kim Basinger

Rozwój dziecka. Zdążyłam się już o tym trochę nauczyć. I chociaż ani ze mnie stara matka wyjadaczka (Dziubella lat ma zaledwie trzy z kawałkiem), ani matka-wielodzieciatka (Dziubella jest tylko/aż jedna!), o dzieciach i z nimi postępowaniu jedno mi wiadomo na pewno:

Nigdy nic nie wiadomo.

(Wiem, wiem, to nie ja pierwsza wiem, że nie wiem)

I dlatego nawet najuważniejsze przestudiowanie tabelek i artykułów traktujących o przepoczwarzeniu postaci młodocianej w postać dojrzałą, nie uprzedziłoby mnie, że po licznych skokach rozwojowych, buncie dwulatki i kryzysie trzylatki zamiast wytęsknionego okresu sielskiego oczekiwania na burzę hormonów nastolatki nastąpi...

etap Kim Basinger

No właśnie. Chodzi o wrzask.

A żeby megawrzask z mikrogardziołka się wydobył nie trzeba wiele. Wystarczy wyłączyć bajkę w TV (lub nie włączyć bajki), zaproponować rajstopki w kolorze nieróżowym albo podać zupę w misce z myszką zamiast w misce z owieczką. Wystarczy, że nowopoznana mała przyjaciółka namolnie usiłuje się przytulić, przedszkolny kolega zabierze samochodzik albo dziadek nieproszony weźmie na ręce.  Niekiedy wrzask atakuje znienacka, choć trzeba przyznać, że wyłącznie pod wpływem głębokiego niewyspania swojej nosicielki. Innym razem wzbiera w nosicielce powoli, dając uważnemu obserwatorowi czas na zatkanie uszu:

-         Proszę, bluzeczka.

-         Ja sama.

-         Pomogę ci.

-         Nie, ja sama.

-         O tutaj, zobacz...

-         Ja sama.

-         O, na głowę ci założę.

-         Ja samaaaaaaaaaaaaaaa! Aaaaaaaa! (w tym momencie odnotowujemy rekord świata w rzucie bluzeczką )

Albo:

-         Chcesz tortu?

-         Nie.

-         Może jednak kawałeczek tortu.

-         Nie. Sce tamto ciasto!

-         Ale tort jest czekoladowy.

-         Nie. Nie sce toltu.

-         To nałożę ci troszeczkę.

-         Nie.

-         O, proszę. Taki maleńki kawałeczek.

-         Nieeeeeeeeeee! Nie ściałam toooltuuuuuuuuuuuuuu! Nieeeeeeeeee! (w tym momencie tylko błyskawiczne usunięcie talerzyka spoza zasięgu rączek uchroni twarz upierdliwej babci przed efektowną maseczką z kremu i ciasta)

Wrzask. Z jednej strony szkoda i tortu, i babci, i babcinych dobrych chęci. A z drugiej... Szczerze – kto by taką natarczywość wytrzymał? Kto by w końcu nie wrzasnął?

No właśnie, wrzask jest dla Dziubelli bronią, po którą sięga w ostateczności.

A dla nas okazją do nauki elastyczności.

Bo niemałej elastyczności wymaga nieustanna żonglerka pomiędzy samobiczowaniem a egzekwowaniem tego, co wydaje nam się słuszne.

Cierpliwości. Jak wszystkie etapy rozwoju Dziubelli, pewnie i ten kiedyś dobiegnie końca. Chociaż... Kto wie...

poniedziałek, 13 lutego 2012, dziwobaba

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2012/02/13 21:44:56
Zanim dojdzie do "nie zjem tortu, nie i ch..." musi sobie jakoś radzić;)
-
2012/02/14 11:39:43
Bardziej trafnego komentarza pod tym postem nie umiem sobie wyobrazić;)
-
2012/02/14 14:33:05
Dziękuję;)
-
Gość: nikka, adqb190.neoplus.adsl.tpnet.pl
2012/02/19 00:44:20
komentarz, rzeczywiście pierwsza klasa :) Film też dobrany wyśmienicie. Uśmiałam się. Wychodzi mi, że Basinger zatrzymała się na etapie trzylatki :)

Zapadł mi ten post w głowę i chodzi za mną już jakiś czas. Połączył mi się też z kilkoma postami Moniki Żyrafy. Czy to, co Rosenberg i Juul piszą, że dzieci w takich sytuacjach chcą być usłyszane i zrozumiane, a nie żeby stanęło na ich, jest prawdą? Czy Dziubella w takiej sytuacji chce przede wszystkim dać wyraz temu, że lubi różowe rajstopki, czy po prostu domaga się, żeby je założyć? Strasznie jestem ciekawa Twojej opinii.
-
2012/02/20 10:40:39
Nikka, nie jestem specjalistką od teorii (chociaż z Juulem w większości punktów trudno mi się nie zgodzić;)) i mogę pisać tylko o swoich doświadczeniach i spostrzeżeniach.
A takie niby banalne różowe rajstopki to sprawa różna w różnych okolicznościach: inna rano, inna przed urodzinami koleżanki, inna w znęczeniu i chorobie, a jeszcze inna kiedy obiecasz rajstopki różowe, a dajesz żółte. Ale można próbować uogólnić, że chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się inaczej, ten wrzask to środek ostateczny, skutek pęknięcia ostatniej tamy samokontroli pod naporem zmęczenia, zniecierpliwienia, rozczarowania...
Tort u babci to taki klasyczny przykład: namawiają - mówisz nie, przekonują - ty spokojnie, że nie, upierają się - ty spokojnie dziękujesz... aż w końcu: a) zgodzisz się na ten cholerny tort i jeszcze będziesz udawać, że ci smakuje, b) pokażesz, że jesteś naprawdę stanowczy. Dziubella wybrała rozwiązanie b, elegancko zwane asertywnością: i ktoś mógłby stwierdzić, że co to za niegrzeczne dziecko wydziera się na babunię, a tymczasem ja jestem z niej dumna.
Ale nie umiem tego podsumować mówiąc: dziecko chce być słyszane, a nie postawić na swoim... bo przecież chodzi o te obydwie rzeczy. Ja bym to raczej odwróciła i powiedziała: Posłuchaj tego, co dziecko ma ci do powiedzenia, nie zakładając z góry, że to ty masz rację (przecież nie każdy musi lubić twój genialny tort toffi).
Internetowe liczniki stat4u