Podobno padło mi na mózg z tym blogiem. Co wpis to tylko: Dziubelunio to, Dziubelunio tamto... A co ma być? Przecież to blog o Dziubeluniu. Jeżeli nie interesuje cię Dziubelunio, a chcesz znać moją opinię na temat aktualnego kursu hrywny, sytuacji politycznej w Azerbejdżanie, tegorocznych laureatów nagród literackich i filmowych albo po prostu chcesz wiedzieć co mam dzisiaj na obiad, raczej nie masz tu po co zaglądać.
poniedziałek, 06 sierpnia 2012

Uwaga! Uwaga!

Wyniki Babskiego Konkursu do podejrzenia w Świecie Baby.

Jeszcze raz gratuluję zwyciężczyniom!

12:25, dziwobaba , Świat baby
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 lipca 2012

Uwaga! Uwaga!

Niech te przenosiny będą wyjątkowe!

Zapraszam do Świata Baby na konkurs z nagrodami!

11:31, dziwobaba , Świat baby
Link
wtorek, 10 lipca 2012

Od dzisiaj blog pod nowym adresem.

Zapraszam do Świata baby.

Linkującym doradzam apdejtowanie linków.

Z uściskami i całusami dla wszystkich, którzy nabijali statystyki dziubeluniowego bloga przez ponad trzy lata

Brave New Baba Dziwobaba

09:39, dziwobaba , Świat baby
Link

 

Kiedy? Kiedy, och, kiedy to ja biedna przestałam być dziewczyną?

Kiedyż to stałam się babą?

Bo przecież stałam się bez wątpienia.

 Czytaj dalej



09:28, dziwobaba , Świat baby
Link
poniedziałek, 09 lipca 2012

Czas przyznać się przed samą sobą do tego, co w sumie takie oczywiste.

Dziubelunio dziubeluniem, a blog dziubeluniowy nigdy przecież, nawet w założeniu nie miał być dziubeluniowy wyłącznie. Nie miał być dla Dziubelunia prezentem, piękną pamiątką, słodkim obrazkiem lat dziecinnych. Ot powstał sobie tak sobie, zrodzony nie tyle z potrzeby uchwycenia chwili (niepowtarzalnej i niezwykłej to niezaprzeczalne), a ze świeżomacierzyńskiej frustracji, nudy, niedospania, zagubienia i trochę jeszcze zadziwienia ocierającego się o fascynację. Fascynację nie Dziubeluniem rzecz jasna, bo Dziubelunio się kocha tak po prostu, czy to z odrobiną fascynacji, czy znieciepliwienia, dumy czy zniechęcenia. Chodziło o fascynację nieprzewidywalnością macierzyństwa – tym, czego się nie spodziewamy po sobie, po wyczekiwanym dzidziusiu/dziecku (niepotrzebne skreślić), po kimś, z kim zdecydowaliśmy się dzielić rodzicielstwo, po rodzinie, po przyjaciołach, po świecie i jeszcze trochę po wszystkich tym, po czym byśmy się nie spodziewali absolutnie niczego.

Jakkolwiek niecodzienne, powszedniejąc codziennieje lub codzienniejąc powszednieje. Zadziwienie ustępuje miejsca porannej walce o wyjście do przedszkola i wieczornej walce o powrót z placu zabaw, tysiącom całusów i milionom uścisków. Pierwsze pytania ustępują miejsca kolejnym, jedne fascynacje oddają pole innym, a matka zauważa, że blog z Dziubeluniem w tytule Dziubeluniowi poświęca w procentach może kilkunastu, bo tak naprawdę poświęca go przede wszystkim sobie.

13:24, dziwobaba , Świat baby
Link Komentarze (2) »
czwartek, 14 czerwca 2012

- Niewygodnie miiiiiiii! – dobiega z tylnego siedzenia samochodu – Nie CHCĘ być w foteliku!

- Dzieci jeżdżą w fotelikach, kochanie. Chcesz jechać z nami? No. To musisz być w foteliku.

Dziesięć minut później:

- Booooli! Boli mnie bzuseeeek!

Na przednich siedzeniach wymieniamy znaczące spojrzenia. Komuś tu się chyba nudzi w samochodzie.

- Brzuszek? Wytrzymaj jeszcze trochę. Już niedaleko. Chcesz wody?

Pięć minut później:

- Booooli! Buziaaaa boli!

- Chcesz się jeszcze napić wody?

- Taaak! – ton tego „tak” jest prawie grobowy. Dziubelunia z obrażoną miną trzyma w rękach butelkę. Dżizas, już jej woda cieknie z buzi... Ale przecież jeszcze się nie napiła.....

- Zatrzymaj się!

- Co? – Dziwi się Tatuś.

-   Zatrzymaj! Ona wymiotuje!

Wymiotuje. Na sukienkę. Na fotelik. Na moje ręce. Na trawę na poboczu.

Czasem warto dziecku uwierzyć... Zaufać sygnałom...

Tydzień później:

- Niedobze się cuję! – jęczy ktoś z dopiero-co-wypranego fotelika.

- Co się stało? Brzuszek cię boli?

- Taaaaak! Będziem wymiotować!

Zatrzymujemy się. Wyskakujemy na pobocze. Stajemy nad kępką trawy. Tuż pod czyimś płotem. Ale niech to, choroba lokomocyjna nie wybiera. A mogłaby, prawda? Przecież Dziubella nigdy z jeżdżeniem samochodem problemów nie miała. I co, nagle tak jej się coś zrobiło? Może po mamusi? Jak byłam mała, to dopiero była jazda... z przystankami na rzyganie. No ale wtedy samochody były inne (bo drogi to wciąż takie same) i tatuś (mój, nie Tatuś Dziubeluni) jarał za kółkiem na potęgę – kto by się w takich warunkach nie porzygał?

Stoimy przy tym płocie. Drewniany. Pomalowany na brązowo, odrapany już nieco.

- I jak się czujesz? – pytam Dziubellę, od niechcenia grzebiącą butem w piachu.

- Niedobze – natychmiast przerywa grzebanie w piachu – Wymiotu-wymiotu-wymiotujem! Wymiotu-wymiotu-wymiotujem! – zbójecki uśmiech na twarzy mojego zdawałoby-się-biednego-i-cierpiącego dziecka skłania do rozważenia opcji pozostawienia latorośli pod odrapanym płotem i odjechania w siną dal.

Czasem jednak uwierzyć własnemu dziecku to naiwność.

Tydzień później:

- Ale ja nie scę nocować! – drze się dziecko.

- A z nami?

- Nie scę nocować!

- Ale dzisiaj my też nocujemy u babci. To co? Chcesz zostać sama w domu, czy będziesz nocować z nami u babci?

- Z wami. A jutlo?

- Jutro my jedziemy na koncert, a ty śpisz z babcią, ale jak się tylko obudzisz, to my już będziemy.

- Ale ja scę z wamiiiii!

Następnego dnia w autobusie linii 185:

- Wiesz co? – odzywam się do Tatusia – może jednak zadzwonię. Jakaś taka niewyraźna była. Taka przyklejona cały czas. Chyba trochę ciepła nawet. Zadzwonię.

- I co?

- Nie odbierają.

- To zadzwonię do Arka, on na pewno ma telefon przy sobie.

- Dobra. Dzwoń – mówię.

- Halo... no... Jeszcze jesteście?.... Co robi? ... Śpi? Jeszcze śpi? Przecież zasnęła około drugiej, to już z pięć godzin..... Acha... Obudziła się i zasnęła znowu... No dobra... Tak... To na razie...

- I co? Śpi cały czas? Chora będzie – denerwuję się – Jakieś choróbsko ją łapie, a my ją tak zostawiamy. A może ospą się zaraziła?

Tak ją zostawiliśmy, chorą – wyrzucam sobie snując się bez humoru gdzieś tak do połowy drugiego piwa. O! Wielkie dzięki temu, kto wymyślił alkohol! Pewnie nawet się nie spodziewał jakim miodem dla zbolałego matczynego serca potrafi być zimne piwko, zwłaszcza podawane w ilościach hurtowych.

Pewnie ów zacny wynalazca nie spodziewał się również, że jakichkolwiek by smutków zimne piwko wieczorową porą ze zbolałego serca nie zmyło, o poranku powrócą one matkę torturować ze zdwojoną siłą.

Tymczasem o poranku, u babci kto wita znękaną troskami matkę?

Dziecko uśmiechnięte, szczęśliwe, wyspane, nakarmione babcinymi smakołykami i nie zdradzające absolutnie żadnych objawów najniewinniejszego choćby chorobowego niedomagania.

- Tak, no tak, spała – potwierdza babcia – A jak się obudziła i zobaczyła, że faktycznie pojechaliście to najpierw się rozpłakała, potem mnie wygoniła z pokoju...

- Wygoniłaś babcię?

- Tak – uśmiecha się małe diablątko – Systkich wygoniłam!

- No właśnie, wszystkich – ciągnie babcia – tylko Arkowi pozwoliła zajrzeć. I leżała tak, aż w końcu znowu zasnęła. A później już się obudziła w dobrym humorze i nie poszła spać aż do....

No i jak tu małej symulantce wierzyć. Jak tu ufać dziecięcym sygnałom, skoro wraz z wiekiem liczba możliwych interpretacji wcale nie maleje.

W każdym razie, sezon letnich wypadów za miasto (wypadów dla małych i dużych razem lub osobno, z naciskiem na to drugie) należy niniejszym uznać za otwarty.

 

17:15, dziwobaba , Na co dzień
Link
poniedziałek, 28 maja 2012

Czy ja mam jeszcze jakieś tajemnice do wyjawienia? Może i tak. Ale pewnie nie znajdzie się nic równie intymnego, jak ten mój cały blogowy serial tasiemcowy, w którym opowieść o mleku w cyckach, porodowych majtkach, kupach, sikach i glutach oraz matczynym wkurwie stapia się w jedną historię z opowieścią o miłości fizycznej i niefizycznej.

Ech, niby to takie oczywiste, ale jednak każdego dnia z zaskoczeniem od nowa dowiaduję się, że prawdziwe życie wcale nie przypomina holywoodzkiej sceny łóżkowej. Bo w prawdziwym życiu nikt nie kocha się z kołdrą podciągniętą pod szyję w pokoju zalanym łagodnym, ciepłym światłem świec i nikt nie dba o efekt rozmycia obrazu celem ukrycia cellulitu i wygładzenia zmarszczek.

Za powyższe odkrywcze stwierdzenie podziękowania należą sią czułej_b.

09:16, dziwobaba
Link Komentarze (1) »
czwartek, 05 kwietnia 2012

Potwór, jak na potwora przystało, hoduje pazury. Co tam pazury... Szpony. Długaśne, ostre szpony na dłoniach, cienkie zawijające się szponiasy na stopach.

Niby dopiero co obcięte, a już znowu długie na kilometr.

Obcinam. Potwór wije się i krzyczy już na samą wzmiankę. Obłaskawiam włączając bajkę, zatykając buzię cukierasem, obiecując nagrody oraz od czasu do czasu sącząc uspokajające słówka do uszka....

.... żeby już wkrótce, po dniach kilku zaledwie, ba, nim zdążę okiem mrugnąć niespodziewanie odkryć...

Szpony! Aaaaa! Znowu!

- Wiesz co, Dziubella – mówię – pazury wyrosły gigantyczne, bez dwóch zdań. Obcinamy.

Jak brzmi odpowiedź?

- Nieeeeee! Jutlo. Plosze, jutlo.

A co się dzieje jutro?

- Nieeeeee! Jutlo. Plosze, jutlo.

A co się stało dzisiaj?

- Chodź, Dziubella, nie ma co, trzeba obciąć, najwyższy czas... A co one takie krótkie?

- Pani mi obcięła.

- Jaka pani?

- W przedszkolu.

 

środa, 28 marca 2012

- Jesteś moim najukochańszym potworkiem – wyznaję Dziubelli pod wpływem nagłej fali czułości, buchającej na mnie niby opar ze sterty prania, którą próbuję sortować na wyścigi z córką, zanim jej pomysły („Aaaale góla, będę się na nią spinać!” albo „No i telaz to będzie mój oglódek, majtki to będą kwiatki…”) wielką brudową katastrofę przeobrażą w brudowy kataklizm na skalę światową.

- A ty jesteś potwolnica! Mamusia-potwolnica! Mamusia-potwolnica!

Co za życie! Już nawet nie można własnego dziecka bezkarnie nazwać potworem, bo się błyskotliwie odszczeknie.

środa, 21 marca 2012

Wieczorem:

Po wyjątkowo nieudanym dniu w przedszkolu, Dziubella musi zmierzyć się jeszcze z wyrzutami ze strony upierdliwej rodzicielki:

- Jak to się stało, że zrobiłaś kupę w majtki? Nie powiedziałaś pani, że chcesz?

- No... Po plostu mój tyłek mnie nie słuchał – ze stoickim spokojem odpowiada młoda – A Iks też zlobiła kupę w majtki. I Iglek też.

- To chyba pani w przedszkolu miała nie najlepszy dzień.

- No, chyba tak – po chwili zastanowienia zgadza się ze mną Dziubella.

Rano:

- Pamiętaj, że jak będziesz chciała kupę, masz iść do łazienki albo powiedzieć pani.

- Spoko, nie muszę mówić, przecież lobiłam w domu.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 35
Internetowe liczniki stat4u